Ćwiczyłam 5 razy w tygodniu, żeby spalić kalorie. Oto czym jest bulimia sportowa.

Ćwiczyłam 5 razy w tygodniu, żeby spalić kalorie. Oto czym jest bulimia sportowa.

Jeśli kiedykolwiek miałaś wrażenie, że musisz „odpokutować” każdy dodatkowy kęs jedzenia treningiem, to dobrze wiesz, jak cienka jest granica między zdrowym podejściem do aktywności fizycznej, a obsesji. W dzisiejszym wpisie podzielę się z Tobą swoją historią bulimii sportowej – zaburzenia, w którym zjedzone przez nas ilości, uznane za nadmierne, próbujemy spalić za pomocą wyczerpujących treningów. 

Może odnajdziesz tu cząstkę siebie i poczujesz “nie jestem sama”.

A może po prostu chcesz lepiej zrozumieć, jak wygląda to zjawisko od środka.

Jak to się zaczęło? Wycieczka, która zmieniła wszystko

Miałam 14 lat, gdy pojechałam na wycieczkę szkolną do Hiszpanii. Już wtedy moje relacje z jedzeniem były dalekie od zdrowych – byłam na etapie ortoreksji, obsesyjnie dzieliłam jedzenie na “dobre” i “złe”. Jadłam monotonnie: kurczak, ryż, wafle ryżowe, jogurt, musli, płatki owsiane. Kilka owoców i warzyw. Pamiętam, że wydawałam prawie całe kieszonkowe w sklepie ze zdrową żywnością.

Schudłam wiele kilogramów, eliminując praktycznie 90% dotychczasowego jadłospisu i byłam non-stop głodna. Nadszedł bodajże maj i czas wycieczki szkolnej do Hiszpanii, na którą się zapisałam.

Uznałam, że nie będę jeść wafli ryżowych, kiedy jestem w słonecznej Hiszpanii i że “wydziwianie” ze swoją dietą na wyjeździe będzie dziwaczne, więc jadłam “normalnie”, tak jak inni. Stwierdziłam, że „pozwolę sobie na więcej” –  a po powrocie do Polski wrócę do wafli.

W moim przekonaniu “pozwolę sobie na więcej” oznaczało zjedzenie dodatkowej kanapki czy kawałka lokalnego ciasta.

Rzeczywistość okazała się ZUPEŁNIE inna.

Ogromne bufety, nieograniczone ilości jedzenia i moje ciało, które nagle nie potrafiło powiedzieć „stop” – to był motyw przewodni wycieczki.

Jeden talerz nie wystarczał. Drugi też nie. Czułam pustkę, jakby jedzenie wcale mnie nie syciło. Każdy kolejny posiłek kończył się uczuciem, że muszę dojeść czymś słodkim. 

Moja kontrola nad jedzeniem w jednej chwili się rozpadła.

(Dziś z perspektywy czasu widzę ten paradoks: w chwili, w której wydawało mi się, że mam kontrolę nad jedzeniem, to ono kontrolowało mnie. Dopiero dziś, gdy jem intuicyjnie od lat i jedzenie zajmuje mi 2% codziennych myśli, mogę to z pełnym przekonaniem nazwać kontrolą).

W ciągu tygodniowej wycieczki przytyłam 5 kilogramów. 

Jednak wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to dopiero początek.


Powrót i początek obsesji

Po powrocie do domu byłam przekonana, że szybko wrócę do swojego rygorystycznego planu żywieniowego. Problem w tym, że już nie byłam w stanie tego zrobić. Mój organizm wołał o jedzenie, a ja nie umiałam go zatrzymać. Napady objadania się stawały się coraz częstsze, a ja zaczęłam szukać sposobu na “naprawienie szkód”.

I tak zaczęła się moja bulimia sportowa.

Trening stał się dla mnie formą kary. Dwie, trzy godziny dziennie na rowerku stacjonarnym, intensywne cardio, wykańczające treningi siłowe – wszystko po to, żeby spalić każdy gram jedzenia, który zjadłam w napadzie. Wierzyłam, że jeśli tylko będę trenować wystarczająco dużo, to wyrzuty sumienia znikną. Nie znikały.


Napad nie jest problemem, to kompensacja nim jest

Przez cały czas wydawało mi się, że to napady objadania się są problemem. Wierzyłam, że jeśli tylko je ograniczę, wszystko się ureguluje. Dopiero później zrozumiałam, że to nie napady były problemem, lecz potrzeba ich “odrabiania” aktywnością fizyczną.

Napady to informacja od organizmu: Hej, czegoś mi brakuje, może powinnaś się temu przyjrzeć?. 

Ale ja nie chciałam tego widzieć, tylko jeszcze bardziej się karałam.

Nie widziałam, że potrzebuję pomocy. Myślałam, że jestem słaba, niezdyscyplinowana, obrzydliwa i muszę “wziąć się w garść”.

Jeśli to czytasz i masz podobnie, wiedz jedno: napady objadania da się wyciszyć i Ty też możesz wieść normalne życie. A ja z przyjemnością pokażę Ci jak.

jedzenie intuicyjne

Z czasem się wypaliłam.

Nie miałam już siły na kompensację – i bulimia sportowa przerodziła się w kompulsywne objadanie się. Nie miałam siły na rowerek, nie miałam siły na bieganie. I wtedy zaczęłam powoli dostrzegać, że zamiast walczyć z jedzeniem, powinnam zastanowić się nad swoimi przekonaniami.


Jak zaczęła się moja droga do zdrowia?

Nie doszłam do tego sama. Niepełna energia, brak sił, nieustanne zmęczenie – w końcu nie miałam już nawet siły, by trenować tyle, co zwykle. Że całe moje życie kręci się wokół jedzenia i spalania kalorii, dotarło do mnie dopiero po długim czasie. O tym, jak udało mi się wyrwać z tego błędnego koła, opowiadałam w tym wpisie.

Koszyk
Przewijanie do góry