Jak przestałam się objadać

Jak przestałam się objadać?

Wielu z nas boryka się z trudnymi relacjami z jedzeniem, a dla mnie napadowe objadanie się było jednym z największych wyzwań. W tym wpisie dzielę się moimi doświadczeniami i tym, co pomogło mi odzyskać kontrolę nad swoim zachowaniem i emocjami związanymi z jedzeniem.

Pierwsze kroki ku zmianie – odkrywanie mechanizmów

Zaczęło się od tego, że nie rozumiałam, dlaczego napady objadania się wciąż się pojawiały, mimo że wiedziałam, że jedzenie nie jest wrogiem. W okresie, gdy miałam 15-16 lat, jedzenie było sposobem na poradzenie sobie z emocjami – stres, smutek i samotność. Po prostu zajadałam to, czego nie potrafiłam inaczej przetworzyć.

Na początku próbowałam działać w sposób „wszystko albo nic”, wyeliminować wszystko, co miało mnie uzdrowić, odżywić. Jednak w miarę jak dorastałam, zrozumiałam, że to nie jest rozwiązanie. Odkryłam, że to nie jedzenie było moim głównym problemem, ale brak zaufania do siebie. Nie pozwalałam sobie na pełną akceptację swoich emocji ani na to, by po prostu cieszyć się jedzeniem bez poczucia winy.

Dystansowanie się od emocji i budowanie nowego nawyku

Zmiana zaczęła się wtedy, gdy nauczyłam się dystansować od swoich emocji. To kluczowy moment – zaczęłam obserwować, co się ze mną dzieje, nie utożsamiając się z każdą myślą czy uczuciem, które mnie nawiedzało. Wcześniej stres czy smutek sprawiały, że nie byłam w stanie panować nad tym, co jem. Z czasem zrozumiałam, że to, co czułam, nie miało decydować o moich wyborach, zwłaszcza tych dotyczących jedzenia.

Poczułam, że napadowe objadanie się nie jest już odpowiedzią na moje emocje. Byłam w stanie odróżnić prawdziwy głód od zwykłej potrzeby zajadania emocji. To dawało mi poczucie kontroli i ulgi.

Zmiany na lepsze, ale napady jeszcze wracały

Wszystko, co osiągnęłam do tej pory, sprawiło, że moja relacja z jedzeniem zaczęła się zmieniać na lepsze. Byłam w stanie jeść wszystko, bez poczucia winy. Jednak mimo to napady się nie kończyły. Pojawiały się raz na tydzień, czasami dwa razy w tygodniu, ale były już zupełnie inne. Wiedziałam, co się dzieje, nie byłam w transie jak wcześniej.

Na przykład, potrafiłam wytrzymać 15 minut, 20 minut, bez sięgania po jedzenie, nawet jeśli miałam ogromną ochotę na napad. Był to wielki krok naprzód, ale zrozumienie, dlaczego te napady wciąż się pojawiają, zajęło mi jeszcze trochę czasu.

Zrozumienie nawyku i rola uważności

Okazało się, że napady objadania się to wynik wypracowanego nawyku, który powstał przez wiele lat. Zauważyłam, że pewne okoliczności, jak bycie samą w domu, wyzwalały we mnie potrzebę objadania się. Moje ciało nie domagało się jedzenia, ale wyrobiłam w sobie schemat, który powtarzałam setki razy. Czułam, że muszę zareagować na tę myśl, jakbym była zmuszona, by zrobić to, czego kiedyś moje ciało rzekomo potrzebowało.

I wtedy zaczęłam odkrywać, że sama myśl o jedzeniu nie oznacza, że muszę się jej poddać. To był przełomowy moment. Nauczyłam się obserwować tę myśl i oddzielać ją od działania. Uczyłam się, że sama obserwacja tej potrzeby i odczekanie chwilę pomagało mi odzyskać kontrolę. Bywało, że po prostu siadałam, patrzyłam na swoją myśl o jedzeniu i pozwalałam jej po prostu minąć.

Alternatywy, które pomogły mi w walce z napadami

Z czasem nauczyłam się, jak radzić sobie w trudnych momentach. Zamiast sięgać po jedzenie, kiedy czułam się zestresowana, smutna czy nudna, stawiałam na alternatywne zachowania. Niekiedy wystarczył spacer, rozmowa z kimś, książka, aby oderwać się od potrzeby objadania się. Zrozumiałam, że to nie jedzenie jest rozwiązaniem moich problemów, ale umiejętność rozpoznawania emocji i szukania innych form radzenia sobie z nimi.

Również fizyczne oddalenie się od kuchni, wyjście na spacer, czasami po prostu zmiana miejsca, miały duży wpływ na to, jak radziłam sobie z napadami. Im częściej wybierałam alternatywne zachowania, tym bardziej wygasał mój nawyk objadania się.

Z czasem zaczęłam dostrzegać, że zmiana, którą przechodziłam, była czymś więcej niż tylko poprawą relacji z jedzeniem. To była prawdziwa transformacja w moim życiu – nauka o sobie, o swoich emocjach, o tym, jak radzić sobie z trudnymi chwilami. Zrozumiałam, że nie chodzi tylko o kontrolowanie napadów objadania się, ale o to, by być w zgodzie z sobą, dawać sobie przestrzeń na bycie człowiekiem, który ma prawo do emocji, a jednocześnie nie jest nimi definiowany.

Te małe kroki ku zmianie, które podjęłam, były fundamentem większej przemiany, która z dnia na dzień stawała się częścią mojej codzienności. Choć nie zawsze jest łatwo, wiem, że to, czego się nauczyłam, daje mi poczucie spokoju i równowagi. Dziś potrafię żyć w pełni, z większym szacunkiem do siebie i swoich emocji, bez lęku przed jedzeniem i bez konieczności zagłuszania siebie poprzez napady objadania się. To była długa droga, ale każda chwila była warta podjęcia tego wysiłku.

Koszyk
Przewijanie do góry