PCOS, czyli zespół policystycznych jajników, to jedno z najczęstszych zaburzeń endokrynnych, z którym boryka się wiele kobiet. Zdiagnozowanie PCOS może wywołać ogromny niepokój, a niektóre kobiety przyjmują diagnozę z przerażeniem, sądząc, że ich życie się kończy. Istnieje wiele mitów i nieporozumień na temat tego zaburzenia – na przykład to, że każda kobieta z PCOS zmaga się z nadwagą, ma trądzik, albo że nigdy nie będzie w stanie mieć dzieci.
PCOS – co to takiego?
Zespół policystycznych jajników to zaburzenie, które charakteryzuje się różnymi objawami, ale u każdej kobiety może przebiegać zupełnie inaczej. Mówiąc o PCOS, nie możemy mówić o jednym wspólnym obrazie, ponieważ każda z nas doświadcza go na swój sposób. Często PCOS wiąże się z nieregularnymi miesiączkami, brakiem owulacji, nadmiernym owłosieniem typu męskiego, czyli tzw. hirsutyzmem, trądzikiem, czy insulinoopornością.
Symptomy są jednak różne, dlatego sama diagnoza PCOS nie oznacza, że musimy pogodzić się z konkretnym scenariuszem zdrowotnym.
Mit 1: PCOS oznacza, że nigdy nie będziesz mogła mieć dzieci
Jednym z najbardziej niepokojących mitów jest to, że PCOS sprawia, że kobieta nigdy nie będzie w stanie mieć dzieci. Choć u niektórych kobiet z PCOS rzeczywiście występują problemy z płodnością, to w wielu przypadkach możliwe jest naturalne poczęcie. Istnieją też różne metody leczenia, które mogą pomóc w rozwiązaniu problemów z owulacją i płodnością. Każda sytuacja jest inna, dlatego nie warto słuchać opinii innych osób, które nie mają wiedzy na ten temat.
Mit 2: Trądzik i hirsutyzm to jedyne objawy PCOS
Wiele kobiet zmaga się z trądzikiem lub nadmiernym owłosieniem na twarzy lub innych częściach ciała, ale nie każda osoba z PCOS doświadcza tych objawów. Istnieje wiele różnych manifestacji PCOS, dlatego każda kobieta powinna dokładnie monitorować swoje objawy i współpracować z lekarzem, aby znaleźć indywidualne podejście do leczenia.
Jakie kroki podjąć, by zadbać o zdrowie hormonalne i zdrową relację z jedzeniem?
- Uzupełnienie niedoborów i zasada “co mogę DODAĆ na mój talerz, aby lepiej się odżywiać?”
Często słyszy się, aby unikać węglowodanów, cukrów prostych, słodkich napojów, przetworzonej żywności. Tak, zgodzę się, że lepiej jest mieć w swoim codziennym menu więcej świeżych warzyw, owoców, pełnoziarnistego makaronu, pieczywa oraz białka. Jednak eliminowanie tych produktów, z dnia na dzień, może dać efekt odwrotny do zamierzonego: spotęgować objadanie się.
Trochę w imię zasady “czego sobie zabraniamy, tym się później objadamy”.

2. Ruch dostosowany do Ciebie
Znajdź aktywność fizyczną, która daje Ci radość. Niezależnie czy to będzie joga, spacery, pływanie czy trening siłowy – ważne jest, by była to aktywność, którą naprawdę polubisz. Regularny ruch nie tylko poprawia samopoczucie, ale również pomaga w regulacji poziomu hormonów. Pamiętaj, że intensywność treningu powinna być dostosowana do Twojego stanu zdrowia i stylu życia – nie każdy dzień musi wiązać się z ciężkim treningiem.
3. Dodawanie umilaczy, glimmersów
Glimmersy to codzienne, małe przyjemności regulujące nasz układ nerwowy, aktywujące część przywspółczulną, odpowiadającą za stan relaksu, odprężenia. Stres ma ogromny wpływ na nasz organizm, a szczególnie na gospodarkę hormonalną. Przewlekły stres może zaburzać równowagę hormonów, co tylko pogłębia problemy związane z PCOS.
Dlatego zachęcam do zadania sobie pytania: jakie 2-3 umilacze mogę wprowadzić dla siebie każdego dnia?
Kawa wypita bez pośpiechu? 30 minut czytania po pracy? 5 minut ćwiczeń oddechowych przed snem? Spacer w zielonej okolicy w wolny weekend? Może krótka joga po wstaniu.
4. Spokój i cierpliwość
Zmiany w stylu życia, dieta czy aktywność fizyczna to proces, który wymaga czasu. Zmieniając nawyki, warto być cierpliwym i nie oczekiwać natychmiastowych rezultatów. To, co ważne, to konsekwencja i podejście do zdrowia holistycznie, czyli uwzględniając całe ciało, nie tylko jego fizyczną część.
PCOS to złożone zaburzenie hormonalne, które może dotknąć każdą kobietę w innym stopniu. Ważne jest, aby nie poddawać się mitom i stereotypom związanym z tą diagnozą i nie rzucać się na głęboką wodę z wprowadzanymi zmianami. Łatwo sobie w ten sposób “obrzydzić” ruch czy zbilansowane odżywianie.
Zamiast “co muszę teraz zmienić”, zachęcam do kierowania się pytaniem “co zrobi mojemu ciału, mojej głowie dobrze?”. To łagodniejsze i bardziej osadzone w chęciach, a nie przymusie (który na dłuższą metę działa kiepsko).



